Jesteś tu pierwszy raz?
Jak to działa? Założ konto
Ponad 1000 formularzy miesięcznie!

Przychodzi facet do faceta...oczami agenta

Otwiera mi drzwi. Raczej nie dostrzegam w jego oczach entuzjazmu. No cóż... nie pierwszy taki klient. Dobrze, że z polecenia bliskiego kolegi - pana Kazimierza, zatem wiem coś o nim – inżynier energetyk, zamiłowany wędkarz, uparty, ale z tego, co mówił pan Kazimierz da się do faceta dotrzeć...

Nieźle... Nawet kawę zaproponował, dobry początek... Mieszkanko niczego sobie... Plazma, drogie meble, gustownie urządzone. Może nie chcieć dodatkowych wydatków, ale raczej nie użyje argumentu, że nie ma kasy. Warto też przyjrzeć się zdjęciom, to pewnie jego trofea wędkarskie.

Próbuję ostrożnie... zabezpieczenie bytu rodziny na wypadek jego śmierci... nawiązuję do ewentualnych kredytów...

Ściana... W jego mniemaniu nie ma się czego obawiać. Zdrowy, dobrze zarabia, ma pewną pracę, w razie czego bogaci teściowie pomogą... Tu trzeba delikatnie... Praca rzeczywiście prawie że gwarantowana – energetyka, kierownik rejonu sieci przesyłowych, tam wywalczyli sobie niemal dożywotnie zatrudnienie... Zdrowia też nie kwestionować, sam zobaczy, jak będziemy wypełniać ankietę medyczną...

Może zahaczyć o teściów? Mają swoje lata, pewnie też jakieś zobowiązania, które w razie czego dziedziczą spadkobiercy... A poza tym, czy jego żona jest jedynym spadkobiercą? Aha, dotarło, pewnie jakieś rodzinne waśnie... Trochę zbiło to jego pewność siebie...

Niby uprzejmy, ale widzę po nim, że jak na razie „życiówka” go nie interesuje. Jak do niego dotrzeć... straszyć? Nieee... Nie ma sensu, on nie z takich, co by się bali, wygląda na „twardziela”.... Mam pojęcie o wędkarstwie, warto to wykorzystać i znaleźć z facetem wspólny temat... Będzie łatwiej rozmawiać. Wracamy więc do ryb... Zaraz, jak to było wtedy na pojezierzu międzychodzkim... noc, chybotliwa łódka... jeden nieostrożny ruch i wylądowałem za burtą... Opowiem mu o tym, pewnie i on miał kiedyś podobną, niebezpieczną sytuację, trzeba spróbować... Tylko żadnego koloryzowania, gość się na tym zna i fałsz łatwo wyłapie... a wtedy jestem spalony i to nie tylko u niego, ale i u wszystkich jego znajomych.

Widzę, że uważnie słucha... dobra nasza... mówi, że był kiedyś na jeziorze w czasie burzy... Myśli i pojawia się na jego twarzy pytanie... Uwaga! Żadnych banalnych tekstów typu – „sam pan widzi...” Powiem mu po prostu jak było dalej, że po tej przygodzie się ubezpieczyłem. Bez  używania sloganów. A już mi się cisnęło na usta -  „i wtedy też podjąłem pracę w ubezpieczeniach, aby...”, prawdą jest , że wówczas właśnie zacząłem karierę agenta, ale zbyt zalatuje to tanim banałem. 
Dobrze jest. Myśli.... Zaczyna pytać... Wtedy słyszę w pamięci słowa dyrektora  oddziału towarzystwa, gdzie zaczynałem pracę – „pamiętaj, nie staraj się przeprowadzać u klienta podstawowego szkolenia oddziałowego”... Czyli konkretnie i na temat.

Byłaby dla niego oferta, tylko jaka suma wchodzi w grę... Trzeba zrobić folder potrzeb, ale może mnie usadzić stwierdzeniem, że nie chce, aby obcy grzebał się w jego finansach... Wiem, powiem mu po prostu, że aby wyliczyć najkorzystniejszy wariant musimy, a przede wszystkim on musi, wiedzieć, ile wynoszą naprawdę miesięczne wydatki, czyje dochody stanowią podstawę budżetu, jakie ma zobowiązania, ile lat jego rodzina ma mieć zapewnione środki, gdyby jego zabrakło... Zero bzdetów i sloganów, konkrety, i jeszcze raz konkrety... Udało się. Tak jak myślałem, facet nie za bardzo miał pojęcie o tym jak faktycznie kształtują się potrzeby finansowe jego rodziny, gdyby jego nie było... Przyznam, że mnie jednak zaskoczył dość dokładnie wiedząc ile na co wydają miesięcznie, mogliśmy więc określić sumę, jaka będzie potrzebna. I już pyta o składkę dla tej sumy... Ok., mogę mu wyliczyć, ale muszę ustalić jakie jeszcze ryzyka trzeba ubezpieczyć, a może i pomyśleć o współ ubezpieczeniu żony...

Właśnie, żona... trochę niedobrze, że jej nie ma, może się zasłonić koniecznością naradzenia się z nią w tak poważnej sprawie... Nie ma co w takiej sytuacji komplementować go, że pewnie sam podejmuje najważniejsze decyzje, może ostro zareagować, a wtedy żegnaj... Trzeba inaczej, powiem mu, niby żartem, że nikt jeszcze nie widział wdowy, która uważałaby, że jej mąż się za wysoko ubezpieczył... Powinno zadziałać...

Określił się, chce jeszcze dodatkowo - śmierć wskutek NW, kalectwo wskutek NW, poważne zachorowanie... Mówię też o ubezpieczeniu składki... Pyta o inne możliwości, więc mu podaję co jeszcze... Wspominam też o wariancie ochronnym i ochronno inwestycyjnym.... Ma racje, mieszany nie jest mu potrzebny... No i dobrze, prosi o obliczenie składki. Wiem, że wyjdzie sporo, ale wyliczam. Nie boję się kwoty, bo mam zawsze możliwość zaproponowania mu odłożenia na później ubezpieczenia niektórych ryzyk... Tak, jak myślałem... Składka trochę go wystraszyła... Pytam czy w takim razie dzisiaj  nie ubezpieczyć się tylko na życie i kalectwo wskutek NW, może SNW...  O pozostałych dodatkowych ubezpieczeniach porozmawiamy innym razem.

Wniosek już wcześniej położyłem na stole, zaczynam powoli wypełniać rubryki... już jest ten moment kiedy mogę go poprosić o dowód osobisty...

Zanim wyjdę, przypominam mu o poleceniach... Wyciąga notes i zaczyna podawać nazwiska, numery telefonów... Tak, oczywiście mam powołać się na niego... Dobry klient, choć z początku zapowiadało się nie najlepiej. Może nawet kiedyś wybierzemy się razem na ryby. Mam czas, umówimy się, przecież nie raz się jeszcze będziemy spotykać.

Lech Michejda

Kontakt

Ubezpieczenia online.pl Rankomat Sp. z o.o. Sp. k.

ul. Gen. Władysława Sikorskiego 2-8
53-659 Wrocław

tel. +48 22 270 00 44